Poniżej przedstawiamy zapis fragmentu audycji radiowej z cyklu ,,Świat w Jedynce” z dnia 22.06.2005 r. Pragniemy jeszcze raz serdecznie podziękować za jego udostępnienie i jednocześnie wyrazić rozczarowanie, że niniejsze nagranie nie zostało nam przekazane przez Polskie Radio.

Możemy zatem, zgodnie z dobrym obyczajem, przedstawić punkt widzenia tzw. drugiej strony. Jak się za chwilę okaże, autorzy nagrania radiowego nie uwzględnili w swojej audycji takiej możliwości. Nasze komentarze do tekstu radiowego zaznaczyliśmy kursywą.

red. Bogumił Husejnow:
Dzisiaj w PE w Brukseli obchodzony jest dzień innowacji technologicznych. Z tego powodu są tam przedstawiciele wielu firm informatycznych, także i z Polski. W poniedziałek Komisja Prawna PE skierowała do drugiego czytania projekt dyrektywy o patentach. Niektóre firmy widzą w tej dyrektywie duże zagrożenie, a zadowoleni są przede wszystkim prezesi dużych korporacji informatycznych. Czy ta dyrektywa rzeczywiście może być groźna dla mniejszych firm?

Tak, ta dyrektywa może być groźna dla wszystkich firm oraz każdego, kto bezpośrednio bądź pośrednio korzysta z oprogramowania komputerowego lub je rozwija.

red. Robert Stankiewicz:
Niektórzy sprowadzają sprawę do absurdu i mówią, że pod rządami nowej dyrektywy opatentować będzie można nawet kliknięcie myszką. Jest to oczywiście przesada, choć zagrożenie jest.

Patent, o którym mowa, nosi numer EP0902381A3, natomiast patent na podwójne kliknięcie myszą zarejestrowany został pod numerem EP762304. Obydwa w/w patenty zaczną obowiązywać, jeśli tzw. dyrektywa patentowa zostanie przyjęta w obecnej formie.

Każda firma informatyczna tworząc oprogramowanie będzie musiała sprawdzić w światowych zasobach Internetu, czy wykorzystywane przez nią rozwiązanie nie zostało już wcześniej opatentowane. Duża korporacja nie będzie miała z tym żadnego problemu.

Z punktu widzenia małych i średnich firm sprawdzanie zasobów jest bardzo kosztowne. Należy przy tym pamiętać, że średnia firma zatrudnia czasem nawet 6.000 pracowników – opinia zwolenników patentowania oprogramowania wyrażona podczas niedawnej dyskusji panelowej w Berlinie. Ponadto wielu opatentowanych algorytmów nie można ominąć albo omijanie ich jest sprzeczne z zasadami efektywnego programowania.

Andrzej Dryndos, właściciel jednej z polskich firm informatycznych, który jest właśnie w Brukseli, nie boi się tego rozwiązania, mimo że jego firma do wielkich nie należy.

p. Andrzej Dryndos:
Tak naprawdę dotyczy to wyłącznie jednej, jedynej grupy firm, to są te firmy, które tworzą oprogramowanie w dużych ilościach. Czyli krótko mówiąc, jeżeli jest firma w Polsce, wszystko jedno duża, mała czy średnia, która prowadzi indywidualne projekty, albo tworzy oprogramowanie na zamówienie klienta, to ich patenty nie dotyczą. Dlatego, że nawet gdyby oni złamali tysiące patentów, a łamią w kółko, to tego po prostu nikt nie sprawdza. To się staje interesujące dopiero wtedy, kiedy ta firma tworzy oprogramowanie, które sprzedawane jest w dużej ilości egzemplarzy.

Jak już wspomnieliśmy w pierwszym komentarzu, zagadnienia nie można sprowadzać do ,,wyłącznie jednej, jedynej grupy firm”. Na antenie Polskiego Radia dowiadujemy się, że firmy tworzące oprogramowanie w kółko naruszają patenty. Jednak redaktora nie zastanawia, dlaczego tak się dzieje, choć odpowiedź na to pytanie jest kluczowa dla zrozumienia konfliktu wokół dyrektywy. Uważne przeczytanie wstępu do algorytmów na ogół wystarcza, by zrozumieć, o co toczy się spór. Zatem wiemy już, że algorytmów NIE WOLNO patentować nie tylko dlatego, że tak uważał Albert Einstein.
Następnie możemy usłyszeć, że nikt nie sprawdza naruszania praw patentowych do chwili, gdy nie postanowi ich wykorzystać w celu zwalczenia konkurencji. Twierdzenie to jest nieprawdziwe. W USA z patentów na oprogramowanie żyje wiele firm, które nie wytwarzają oprogramowania, a jedynie stały się właścicielami odpowiednich patentów. Ponadto, aby zrozumieć to nieporozumienie, należy przypomnieć sobie ideę przyznawania jakichkolwiek patentów.

red. Robert Stankiewicz:
Duże korporacje słusznie zwracają uwagę, że stworzenie dobrego oprogramowania jest coraz bardziej kosztowne. Nie można jednak wylewać dziecka z kąpielą. Dyrektywa w przyjętej formie dopuszcza nawet możliwość opatentowania schematów działania wykorzystywanych w programach komputerowych. Jeśli zostaną one opatentowane, to mała firma będzie musiała za korzystanie z tych rozwiązań płacić.

Najpierw narrator subtelnie kieruje sympatię słuchaczy w stronę dużych korporacji, a następnie sugeruje, że tworzą one dobre oprogramowanie. O tym, jakie koszty ponoszą mniejsze firmy programistyczne, które sprzeciwiają się dyrektywie patentowej, i że one także produkują dobre oprogramowanie, nie słyszymy ani słowa. W efekcie ma to doprowadzić słuchaczy do wniosków zgodnych z poglądami narratora, o czym już niedługo będziemy mogli się przekonać.

p. Andrzej Dryndos:
Mamy to nasze oprogramowanie, które zdobyło te wszystkie nagrody: najlepszy software w świecie i tak dalej, i tak dalej, ale teraz jak się popatrzy, co się stało w ciągu ostatnich kilku tygodni, no to jest informacja, że Motorola chce zwiększyć zatrudnienie w swoim centrum programistycznym w Krakowie o 700 osób, Siemens chce zwiększyć zatrudnienie we Wrocławiu o 700 osób, Samsung chce stworzyć nowe centrum programistyczne w Warszawie – 700 osób. To teraz mam jedno pytanie. Jak oni to zrobią i nie będzie patentów w Polsce, to ile im potrzeba, żeby krótko mówiąc ukraść to, co ja mam? Przecież zatrudnią dwóch ludzi ode mnie, i to nie najlepszych, tylko najgorszych, po to żeby wynieśli informacje. Jeżeli nie będę w stanie się bronić, nie będzie prawa patentowego, to wyniosą cały software ode mnie, po prostu go przepiszą w troszkę inny sposób. Jestem stracony.

Dlaczego wyszukiwarki internetowe nie odnajdują hasła: ,,Andrzej Dryndos”? Przecież ta osoba jest właścicielem poważnie nagradzanej firmy. O odpowiedź na to pytanie prosimy Polskie Radio.
W powyższym fragmencie padają mocne słowa: ,,ukraść to, co ja mam”. Chodzi tu zapewne o metody wykorzystywane w oprogramowaniu, na które autor wypowiedzi uzyskał patenty. Co ważne, właściciel patentów nie powiedział ukraść to, co ja wymyśliłem. Różnica pomiędzy obydwoma stwierdzeniami jest zasadnicza. W praktyce widać ją w USA, gdzie wolno patentować oprogramowanie.

red. Robert Stankiewicz:
Europejska Fundacja na rzecz Wolnej Infrastruktury uważa, że wprowadzenie patentów na oprogramowanie w UE będzie katastrofalne dla konkurencji, innowacji i rozwoju gospodarki unijnej. Obecnie około 70% patentów na oprogramowanie posiadają firmy amerykańskie i japońskie. Opetentowanie jest dla nich jednym z elementów walki konkurencyjnej. To jest fakt. Ale faktem są też obawy firm tworzących nowe, zupełnie oryginalne rozwiązania informatyczne.

Narrator ponownie sugeruje słuchaczom, że stanowisko zwolenników patentów na oprogramowanie jest słuszne, mimo że nowe, zupełnie oryginalne rozwiązania informatyczne tworzone są odkąd powstała dziedzina wiedzy zwana informatyką. W dodatku przez większość tego czasu nigdzie nie obowiązywały patenty na oprogramowanie, a badania jego rozwoju, np. w ostatnich latach w Europie, pokazują dużą dynamikę.

p. Andrzej Dryndos:
Jest to coś, co się dzieje w całym świecie. Przecież w Stanach to funkcjonuje od bardzo dawna, w Japonii to funkcjonuje od bardzo dawna.

Zapewne dlatego opatentowano tam już niemal wszystkie, nawet tzw. trywialne pomysły pochodzące np. z Europy.

Chiny w tej chwili są drugą w świecie potęgą, jeżeli chodzi o ilość składanych patentów, po Stanach Zjednoczonych, bijąc na głowę kilkakrotnie np. Anglię i to zrobili w ciągu pięciu lat.

Autor wypowiedzi ma zapewne na myśli składanie wniosków patentowych w ogóle, a nie tych dotyczących oprogramowania.

Jeżeli te kraje to robią, oparły się o to i nie stała się żadna katastrofa, wręcz odwrotnie, no okazuje się, że w dziedzinie software’u one stworzyły potęgę, to dlaczego miałaby się stać katastrofa w naszym wypadku.

Słuchaczy, którzy zgadzają się z powyższą opinią, zachęcam do zapoznania się z odmiennymi opiniami.

red. Robert Stankiewicz:
Tą drogą idą też Indie.

Nie wiadomo, czy India idą tą drogą. Tu jest napisane co innego. Ponadto działania na forum WIPO grupy ,,Friends of Development”, do której ten kraj należy, mogą świadczyć o tym, że tak nie jest. Natomiast jest rzeczą pewną, że India są usilnie nakłaniane do zmiany swojego obecnego prawa.

Drugie czytanie dyrektywy o patentach odbędzie się już niebawem, szóstego lipca. W Polsce jest około 10.000 firm informatycznych, ale stosunkowo niewiele z nich tworzy oprogramowanie, które następnie jest sprzedawane większej liczbie odbiorców.

Narrator ponownie podaje fakt mający przekonać słuchaczy o tym, że dyrektywa patentowa ma znaczenie tylko dla niewielkiej grupy polskich firm. To, że każda osoba potrafiąca programować może zechcieć napisać używane powszechnie oprogramowanie oraz to, że nie wiadomo jakie oprogramowanie będzie powszechnie używane, jak też to, że nikt nie wie, kto i kiedy je napisze lub napisał, nie ma przecież żadnego znaczenia.

Trzeba mieć świadomość, że dla konsumentów ta dyrektywa może oznaczać podwyżki cen oprogramowania. Oczywiście, że duży może więcej, nawet w PE,

Prawda. Ostatnie zachowania propatentowych lobbystów w PE oraz lobbystów Microsoftu na Ukrainie w pełni to potwierdzają.

i oczywiście, że dla wielu firm dyrektywa oznacza problemy. Jednak te najbardziej innowacyjne firmy mogą zyskać i to sporo, bo wynalazki mogą i powinny być chronione. Jeśli nie będą chronione w Europie, to zawsze można wyjechać do Ameryki, by tam tworzyć swoje oprogramowanie, a tego chcielibyśmy jednak uniknąć.

W ostatnich zdaniach narrator nie próbuje już ukryć swoich sympatii i np. pomija fakt, że prawo autorskie chroni to, co napisze autor/ka programu, i że nie pozwala ono na wywłaszczenie polegające na odebraniu autorom praw do tego, co stworzyli i co być może chcieliby rozwijać. Słowo ,,rozwijać” jest kolejnym istotnym punktem w dyskusji nad dyrektywą patentową. Programy komputerowe są rozwijane, a nie odkrywane.

Ponieważ cała powyższa polemika dotyczy audycji radiowej, najlepszym komentarzem wydają się być dla niej w ogóle, a dla jej ostatniego akapitu w szczególe, wydarzenia sprzed wielu lat. Zwłaszcza osoby pracujące w radiu i tworzące tam jednostronne audycje na temat dyrektywy patentowej, powinny pamiętać o historii swojej instytucji oraz uniwersalnym przesłaniu losów człowieka, który umiał dostrzec więcej niż inni.

Nature and Nature’s laws lay hid in night:
God said, „Let Tesla be”, and all was light.

B.A. Behrend, AIEE annual meeting, New York City, May 18, 1917.

Dopisek:
Według ostatnich informacji pocztowych, debata w PE nad dyrektywą patentową rozpocznie się 5 lipca, a w środę 6 lipca o godzinie 12.00 odbędzie się głosowanie. Podczas obrad Parlamentu nadarzy się ostatnia okazja, aby zamanifestować swoje zdanie i poprosić eurodeputowanych o głosowanie za przyjęciem poprawek posła sprawozdawcy, Michela Rocarda. Organizatorzy apelują do osób chcących wziąć czynny udział w tych wydarzeniach (demonstracja, heppening, rozdawanie ulotek itp.) o rejestrowanie się pod adresem: brunonicostrate@yahoo.fr .

Archiwalny news dodany przez użytkownika: wojtek_germ.
Kliknij tutaj by zobaczyć archiwalne komentarze.

Oznaczone jako → 
Share →