Ubuntu to stosunkowo młoda dystrybucja Linuksa. Młoda, ale odnosząca spore sukcesy – w chwili pisania tego tekstu znajduje się ona na pierwszym miejscu serwisu distrowatch.org. W czym kryje się tajemnica tej błyskawicznej kariery?

Po pierwsze, Ubuntu jest dystrybucją w pełni bezpłatną a jednocześnie mającą “komercyjne plecy”. Grupa deweloperów ją tworząca jest zatrudniona przez firmę Canonical, której właścicielem jest Mark Shuttleworth. Nazwisko to powinno się kojarzyć z firmą Thawte, której Mark był założycielem i na sprzedaży której zbił fortunę. Wielbiciele astronautyki wiedzą też zapewne, że Mark jest drugim w historii kosmicznym turystą i pierwszym astronautą pochodzącym z RPA. Żeby było ciekawiej, Shuttleworth nie jest li tylko sponsorem projektu Ubuntu, ale też używa Linuksa na codzień.

Po drugie, Ubuntu opiera się na dwóch mocnych filarach – dystrybucji Debian oraz środowisku graficznym GNOME. Deweloperzy Ubuntu to długoletni współtwórcy obu tych projektów, dzięki czemu Ubuntu ma doskonałe z nimi relacje.

Po trzecie, kolejne wydania ukazują się co sześć miesięcy. Są zsynchronizowane z kolejnymi wydaniami GNOME – i to zsynchronizowane do tego stopnia, że w dniu premiery nowego GNOME ukazuje się też wersja “preview” nowego Ubuntu.

Po czwarte, za Ubuntu stoi potężna baza oprogramowania dostępna dzięki pakietom Debiana. Można nawet aktywować bezpośredni dostęp do repozytoriów debianowych, choć nie jest to zalecane dla początkujących użytkowników. Istniejące już dla Debiana paczki są szybko dostosowywane i przenoszone do repozytoriów Ubuntu.

Po piąte,Ubuntu jest stabilne i szybkie, choć pakiety są kompilowane dla architektury i386. Bardzo świeże jest też oprogramowanie. Co sześć miesięcy deweloperzy zamrażają niestabilna wersję Debiana (“Sid”) i na jej podstawie tworzą kolejne wydanie. Pakiety trafiające do sekcji “main” są starannie selekcjonowane, w razie potrzeby nakładane są łatki, które zresztą są natychmiast przekazywane Debianowi, przyczyniając się do szybszego “uczłowieczania” Sida.

Po szóste, Ubuntu bardzo stanowczo akcentuje kwestie związane z zapewnieniem bezkonfliktowego współdziałania społeczności użytkowników i deweloperów. Istnieje oficjalny dokument , Kodeks postępowania Ubuntu, który szczegółowo określa jak powinny kształtować się wzajemne stosunki pomiędzy użytkownikami dystrybucji. Fora dyskusyjne są rzeczywiście bardzo pomocne i życzliwe dla początkujących linuksowców, za co zresztą od serwisu ArsTechnica.com Ubuntu otrzymało w 2004 roku nagrodę “Best Community of the Year”.

Po siódme, Canonical oferuje płatne wsparcie techniczne dla swojej dystrybucji a poprawki dla pakietów w sekcji “main” dostepne są przez 18 miesięcy, dzięki czemu użytkownicy nie są zmuszani do instalowania każdej kolejnej wersji, jeżeli poprzednia sprawuje się im bez zarzutu.

Wyjaśnienie: Ubuntu, podobnie jak Debian, dzieli oprogramowanie dostępne w swoich repozytoriach na kilka sekcji:

  • main – tu znajdują się pakiety, które spełniają założenia licencyjne Ubuntu(czyli są w pełni wolne w rozumieniu Debiana) i które tworzą rdzeń dystrybucji
  • restricted – zawiera oprogramowanie, które nie jest wolne, jest jednak niezbędne do prawidłowego działania Ubuntu. Typowy przykład to sterowniki kart graficznych
  • universe – to wielki worek, do którego wpadają wszystkie wolne programy, które nie są częścią sekcji “main”. Kontrolę nad universe sprawują MOTU (Masters Of The Universe), grupa opiekunów zajmująca się przenoszeniem pakietów z repozytoriów Debiana czy też tworzących je ze źródeł. W odróżnieniu od Debiana, w Ubuntu nie ma przypisania pakietu do opiekuna – każdy z MOTU może wprowadzać poprawki do dowolnego pakietu.
  • multiverse – to pozostałe oprogramowanie, dostępne na licencjach zakwalifikowanych jako nie-wolne.

Ubuntu nie oferuje wsparcia dla pakietów spoza sekcji main i restricted.

Skoro wiemy, czym wyróżnia się Ubuntu, czas przyjrzeć się jego najnowszej odsłonie – wersji 5.04 Hoary Hedgehog.

Wyjaśnienie: oznaczenie 5.04 oznacza, że dana wersja wydana została w kwietniu 2005 roku. Kolejna odsłona będzie nosiła nazwę 5.10 Breezy Badger.

Hoary to jedna płyta w dwóch odsłonach: instalacyjnej i LiveCD. Obie do pobrania za pośrednictwem Torrenta (zalecany sposób pobierania obrazów) oraz klasycznie, przez HTTP. Instalator jest debianowy, tekstowy i lekko podrasowany. Pyta o kilka podstawowych rzeczy, po czym przystępuje do pracy. Na zestawie Sempron 2500+, 512 MB DDR, SATA 120 GB NCQ proces instalacji zajmuje około 15-20 minut – jeżeli oczywiście nie pozwolimy mu na pobranie z repozytoriów najnowszych wersji pakietów. Co ważne, wszelkie pytania instalator zadaje podczas pierwszej fazy instalacji – po skopiowaniu bazowego zestawu pakietów i restarcie systemu można spokojnie iść na kawę. Po powrocie powita nas Gnome 2.10 wraz ze wzorowo rozpoznanymi urządzeniami (choć oczywiście wyjątki się zdarzają). Ubuntu 5.04 napędzany jest jądrem 2.6.10, domyślnie instalowanym w wersji i386, którą można potem poprzez apt-get zamienić na kompilację dostosowaną do konkretnej rodziny procesorów. Oprócz najnowszej wersji GNOME mamy do dyspozycji OpenOffice.org 1.1.3, Evolution 2.2.1.1, X.org 6.8.2, Firefox 1.0.2 , Synaptic 0.56 i wiele pomniejszych aplikacji. Co ważne – zestaw aplikacji instalowanych domyślnie jest bardzo rozsądnie dobrany, w związku z czym nie ma konieczności “czyszczenia” systemu ze zbędnych pakietów, a całość działa szybko i stabilnie. Nowe Ubuntu chwalą sobie przede wszystkim użytkownicy laptopów, gdzie Hoary, dzięki funkcjom suspend-to-disk, suspend-to-ram i Processor Frequency Scaling sprawuje się podobno bardzo dobrze.

Lista usprawnień w stosunku do poprzedniej wersji jest długa, wymienię tylko najistotniejsze:

  • update-manager – program działający w tle i sprawdzający w zadanych odstępach czasu aktualność zainstalowanego oprogramowania,
  • redahead – przyspiesza proces startu systemu dzięki ładowaniu danych z wyprzedzeniem. Hoary startuje szybciej niż Warty również dzięki zmianom w procesach startowych X-serwera, CUPS i GDM,

  • grepmap – umożliwia przyspieszenie montowania napędów wymiennych,
  • kickstart – od wersji 5.04 Ubuntu umożliwia skorzystanie z jego dobrodziejstw, co znacznie ułatwia proces instalacji systemu na wielu komputerach w sieci,
  • hotplug – tego systemu rozpoznawania sprzętu używają zarówno LiveCD, instalator, jak i zainstalowany już system. LiveCD może być dzięki temu użyty w charakterze testu kompatybilności przed zasadniczą instalacją,
  • language packs – 5.04 wprowadza zunifikowane paczki instalacyjne lokalizujące cały system. Za pomocą jednej komendy można zmienić wersję językową nie tylko Gnome, ale też wszystkich zainstalowanych aplikacji (o ile oczywiście są one ujęte w konkretnym packu). W Hoarym następuje też przejście locale z ISO-8859-2 na UTF-8,
  • cyfrowe podpisy dla repozytoriów – apt i Synaptic mogą korzystać z autentykacji repozytoriów z oprogramowaniem. Hoary wspiera również pakiety deb kompresowane algorytmem Bzip2,
  • obniżone uprawnienia – w Ubuntu wiele spośród procesów, które na innych dystrybucjach pracuje z uprawnieniami roota uruchamiane jest z kont o niższych uprawnieniach. Lista ta w tej chwili obejmuje procesy klogd, syslogd, cupsd, hald, ntpd, procmail, smbmount/smbumount, jackd, login, gpg/gnupg, hpoj oraz at. Podtrzymano blokadę konta root – nie można się na nie zalogować, wszelkie czynności administracyjne przeprowadza się z poziomu użytkownika za pomocą komendy sudo.

Czy Hoary jest idealny? Nie jest. Ja sam, po apt-get upgrade, straciłem dźwięk, możliwość uruchomienia X-serwera i DMA dla obu napędów – trzeba jednak przyznać że naprawienie tych wpadek zajęło mi 10 minut. Jedno jest pewne – 5.04 w porównaniu z 4.10 to spory krok naprzód. Jestem pełen uznania dla deweloperów – widać że panowie przez te pół roku nie zasypiali gruszek w popiele.

Warto zweryfikować popularną tezę, jakoby Ubuntu nie było dla początkujących. Nie jest dla nich zresztą w tym samym sensie Linux, bo póki są graficzne narzędzia, jest dobrze, jednak gdy trzeba sięgnąć do konsoli, wyłazi na wierzch Debian. Samo GNOME nie jest chyba też idealnym środowiskiem graficznym dla dezertera z Windows. Równolegle rozwija się jednak projekt Kubuntu, w którym środowiskiem graficznym jest KDE (w wersji 5.04 mamy KDE 3.4).

Na początku artykułu wspominałem o tym, że Ubuntu przekazuje wszelkie opracowane przez siebie łaty i poprawki Debianowi. Otóż, nie tylko Debianowi. Korzysta również GNOME, które w wersji 2.10 wzbogaciło się o nowy aplet – Narzędzie do montowania dysków – który pochodzi z Canonical.

Trochę “na boku” Ubuntu rozwija kilka aplikacji webowych, które póki co są w fazie intensywnego rozwoju i nie są dostępne na żadnej z wolnych licencji. W chwili osiągnięcia przez te projekty założonej przez Canonical dojrzałości, zostaną one uwolnione:

  • Rosetta – jest centrum lokalizacyjnym Ubuntu. To właśnie tłumaczenia powstałe w Rosecie są podstawą do tworzenia language packów,
  • Malone – to odpowiednik Bugzilli, czyli system śledzenia błędów,
  • Bazaar – własna implementacja systemu kontroli zmian,
  • Rejestr DOAP – centralny rejestr projektów Open Source, które następnie są włączane do Ubuntu i które są obsługiwane przez wymienione wyżej trzy systemy.

Canonical sponsoruje również projekty Go Open Source (upowszechnianie oprogramowania FLOSS na terenie Republiki Południowej Afryki) oraz dobrze znany OpenCD.

Co nas czeka w październiku, gdy pojawi się Breezy Badger? Przede wszystkim GNOME 2.12 i nowe wersje znanych już aplikacji. Oprócz tego zapowiadane jest narzędzie do automatycznego zgłaszania błędów oraz Beagle w standardowej instalacji (wraz z Mono). Pożyjemy, zobaczymy.

PS: Ubuntu można sobie zamówić. Dosłownie. Za pośrednictwem ubuntowego ShipIt można złożyć zamówienie na praktycznie dowolną liczbę profesjonalnie wytłoczonych i opakowanych płyt. Zestawy dla x86 zawierają dwa krążki (instalacyjny i LiveCD), a dla pozostałych architektur – jeden.

Maciej Chojnacki

Za pomoc w opracowaniu tekstu dziękuję społeczności listy dyskusyjnej ubuntu-pl.

Przydatne linki:

Archiwalny news dodany przez użytkownika: Maciej Chojnacki.
Kliknij tutaj by zobaczyć archiwalne komentarze.

Share →