Ostatnio Sun Microsystems i Microsoft przedstawiły wizję przyszłości, w której sprzęt komputerowy jest darmowy – a dokładniej mówiąc – sprzedawany wraz z subskrybcją na oprogramowanie. Klienci skuszeni ofertą powinni wziąć pod uwagę lekcję, którą przypomina najnowszy hit kinowy – Troja – i wystrzegać się biznesmenów rozdających prezenty, ponieważ jasne jest, że tak pojmowany darmowy sprzęt będzie tak naprawdę sprzętem kontrolowanym – w szczególności po to, by efektywnie kontrolować wszystkie operacje dokonywane przez klienta.

Na pierwszy rzut oka, oferta może wydawać się atrakcyjna. Klienci nie przejmują się sprzętem czy oprogramowaniem jako osobnymi produktami – oni potrzebują gotowego kompletu, możliwości zbierania i przetwarzania informacji. Dlaczego więc nie wypożyczyć kompletu za niewielką, comiesięczną opłatą, sprzętu i oprogramowania obsługiwanego przez tego samego producenta i bez problemów z integracją jednego z drugim?

Jednak ekonomia podpowiada nam, że coś tu jest nie tak. Sprzęt komputerowy ma relatywnie wysoki koszt jednostkowy, ponieważ musisz wiele zrobić, by go zbudować i dostarczyć tam, gdzie jest potrzebny. Tymczasem oprogramowanie to po prostu dane, które mogą być bezproblemowo kopiowane i przesyłane po kablach z prędkością światła. Wygląda na to, że świat darmowego oprogramowania i drogiego sprzętu ma więcej sensu, niż kosztownego oprogramowania i darmowego sprzętu. To się nie zmienia, kiedy spojrzysz na przypuszczalną inwestycję w pierwszy wyprodukowany egzemplarz sprzętu lub oprogramowania. Dlaczego więc Sun i Microsoft przedstawiają odwrotną propozycję?

Kluczowym faktem wydaje się informacja, że udział Suna na rynku spada z powodu konkurencji producentów niemarkowego sprzętu, a Microsoft traci na rzecz Linuksa klientów korporacyjnych w obszarach takich jak np. usługi finansowe. Gartner Group poinformował, że tylko w pierwszym kwartale tego roku liczba serwerów linuksowych wzrosła o 57%. W tym samym czasie przychody Suna spadły o 12%. Najnowszy pakt Sun-Microsoft jest obronnym zwarciem szeregów. Wszystko, co mówią, musi być brane pod uwagę jako próba utrzymania kontroli nad rynkiem, którą tracą.

Zło czające się w pomyśle na darmowy sprzęt leży, przynajmniej na pierwszy rzut oka, w szczegółach. Każdy kto wierzy, że producent rozda sprzęt zezwalając jednocześnie klientowi na natychmiastowe wyrzucenie zainstalowanego oprogramowania i zastąpienie go innym, prawdopodobnie nie poznał jeszcze prawdy o Zębowej Wróżce. Istnieją tak naprawdę tylko dwa scenariusze: albo oferowany sprzęt będzie tak tani, że klient nic nie zyska na podpisaniu umowy, albo (jeśli sprzęt ma jakąkolwiek wartość) umowa wypożyczenia będzie nakładała obowiązek korzystania tylko oprogramowania wskazanego przez producenta.

Najprawdopodobniej cały zestaw będzie podlegał umowie podobnej do umowy leasingu – producent zachowa prawa własności zarówno do sprzętu, jak i do oprogramowania. I tu właśnie jest haczyk – zgodnie z tymi założeniami, producent nie tylko będzie właścicielem kluczowego fragmentu twojej infrastuktury, ale w jego ręku będzie jeszcze groźniejsza broń niż typowa licencja na oprogramowanie własnościowe.

Czy to jest ryzykowne? Zastanów się, gdzie się znajdziesz, jeśli producent zdecyduje się na nałożenie kolejnych ograniczeń na to, co możesz zrobić z jego komputerem – na przykład zakazu wykorzystywania programów napisanych przez inne firmy. Jeśli zastosuje system DRM, będzie mógł to ograniczenie skutecznie wyegzekwować. A ty nie będziesz mógł się sprzeciwiać, w końcu on tylko chroniłby swoją inwestycję. To nie jest twoja własność.

Nie twoja własność. Posiadanie rzeczy może być niewygodne, ale jego brak oznacza utratę kontroli. Jonathan Schwartz i Bill Gates nie chcą, byś poznał tę zależność; oni chcą, żebyś przyjął ofiarowanego konia trojańskiego, stracił kontrolę nad swoją infrastrukturą i oddał kontrolę im. Jeśli podejmiesz taką decyzję, zapłacisz za nią w przyszłości jeszcze większymi ograniczeniami i wyższymi cenami w przyszłości.

Jaka jest alternatywa? Oprogramowanie open-source działające na kupionym sprzęcie; będziesz je w całości posiadał i ani Sun, ani Microsoft nie będą kontrolowały nawet kawałka twojej informacji. Ich najnowsza kampania propaganda jest desperackim krokiem, ponieważ jeśli raporty Gartnera mówią prawdę, zarządzający infrastrukturą informatyczną poznali inną drogę i tłumnie uciekają z więzienia własnościowego oprogramowania.

Ten koń trojański prawdopodobnie zostanie spalony jeszcze na plaży, tak jak to powinien zrobić Król Priam z ludźmi Agamemnona. Zastanawiające jest, jaką taktykę opracują Sun i Microsoft następnym razem.

Copyright (c) 2004 by Eric S. Raymond. Tłumaczenie: Łukasz Jachowicz. Oryginał tekstu znajduje się na stronie http://www.catb.org/~esr/writings/free-hardware.html.

Archiwalny news dodany przez użytkownika: ESR.
Kliknij tutaj by zobaczyć archiwalne komentarze.

Oznaczone jako → 
Share →