Na pytanie, dlaczego ludzie piszą oprogramowanie, które następnie rozdają za darmo, padają różne odpowiedzi: bo się nudzą, bo lubią, bo w ten sposób sami się uczą, bo dzięki temu zyskują prestiż w środowisku, bo nie mają dziewczyn. To wszystko oczywiście prawda (może poza ostatnim), jednak ani nie wyczerpuje to istoty sprawy, ani nikogo do niej nie przekona – w imię czego ktokolwiek miałby walczyć o czyjeś hobby? Czy cały ruch Wolnego Oprogramowania to po prostu stowarzyszenie hobbystów?

Umyka nam idea. Być może Linus Torvalds napisał jądro Linux „just for fun”, a następnie wydał je na GNU GPL, bo nie miał lepszego pomysłu, co z nim zrobić, jednak wiele lat przed nim i po nim wielu ludzi poświęcało i poświęca swój czas tworzeniu pełnego, wolnego systemu operacyjnego, ponieważ ludzie ci wierzyli i wierzą, że oprogramowanie powinno być wolne. Bez ich wiary wysiłku GNU/Linux nie osiągnąłby sukcesu – nie jest przecież prawdą, że Stallman to nawiedzony kaznodzieja, który tylko gada o wolności, a dopiero Linus pojawił się jako „inżynier”, wziął się do roboty i napisał system.

Jaka to była idea? Jej świadomość jest już w tej chwili bardzo niska, nawet wśród członków społeczności FLOSS. Często mówi się więc o darmowości, często ideę utożsamia się z popularnością jakiegoś konkretnego produktu. Tymczasem, jak sama nazwa wskazuje, chodzi o wolność. Wolność użytkowania, dzielenia się, zmieniania. Wolność dla wszystkich.

Ludziom, którzy w 1998 roku wymyślili open source, szło w gruncie rzeczy o tę samą ideę, ale postanowili oni odłożyć na bok mówienie o niej, i zająć się propagowaniem jej na gruncie wyższości technicznej i opłacalności biznesowej. Skutki tego kroku widzimy i podziwiamy wszyscy – gdyby nie open source, zapewne wielu z nas nie zetknęłoby się z Linuksem, a w efekcie nic byśmy nie wiedzieli o GNU, ani o Wolnym Oprogramowaniu.

Wiele pojawia się głosów, ostatnio przy okazji umowy MS-Novell, proponujących odłożenie idei na bok. Mówią one: może nie można przesadzać z ideowością, ta umowa, choć nie podoba się idealistom, jest dobra, bo zwiększy popularność systemu Linuksa, więc ci, którzy przy tej okazji przypominają o ideach, nie mają racji i powinni zamilknąć.

I tu dochodzimy do sedna sprawy: zapewne dobrze się stało, że powstał open source, ale bardzo źle byłoby z kolei, gdyby w obliczu sukcesów OS zeszli z ideowych posterunków. Przeciwnie: jeśli nawet free potrzebuje technicznego open, by stać się popularnym, to open bez free skazane jest na porażkę. Wobec sukcesów ruchu open source zadanie rozpowszechniania idei wolności staje się właśnie tym większe – bowiem jeśli sami uczestnicy przedsięwzięcia przestaną rozumieć jego cel, klęska jest nieunikniona.

Archiwalny news dodany przez użytkownika: Radek Czajka.
Kliknij tutaj by zobaczyć archiwalne komentarze.

Share →