Lżejsza lektura na koniec wakacji (publikuje za zgoda autora):

> ——– Original Message ——–
> Subject: Terapia zajeciowa dla chlopcow

> Date: Mon, 06 Jun 2005 22:48:51 +0200
> From: Marek Jasiok
>
>
> Czesc [—-],
>
> Niepomny twoim przestrogom nt. szydelkowania, ktore bynajmniej NIE USPAKAJA,
> znalazlem sobie odpowiadajace mu zajecie terapeutyczne w wersji dla chlopcow.
> Zaczelo sie od reinstalacji Windozy. Stawiala charakterystyczny dla
> nieozywionej materii opor, wynikajacy z tlustych plam, ktore pozostawil na niej
> Zdunek. Przypomnial mi sie jednak Carsten i jego “sposob” na przeskakujace
> kompakty Wagnera. Wzialem z niego przyklad i wsadzilem Windoze pod kran,
> porzadnie wymylem ciepla woda z mydlem i wytarlem na glanc sciera do naczyn.
> Odpalila radosna i swieza jak nowonarodzona.
>
> Nie bylo mi wiec dosc. Z nudow i z ciekawosci sciagnalem sobie Debiana. Zaczal
> od zadawania mi szeregu coraz to bardziej krepujacych pytan typu, “zazwyczaj
> cfxhd-ujpa instaluje sie z opcja wjbmac.twpzzdu -c –sprdj, czy NAPEWNO chcesz
> zainstalowac qt-as?” itd., itp. Wreszcie, kiedy po poltorej godzinie
> przebrnalem przez instalatora i zrestartowalem, na czarnym ekranie napisalo mi
> bialymi literkami
>
> Have a lot of fun!
>
> kotas#~^login: marek
>
> password: *******
>
> marek@kotas#~^?_
>
> (“kotas” dalem na imie hostowi)
>
> To mie cokolwiek zdenerwowalo, ale zachowalem zimna krew. Ponownie
> zainstalowalem Windoze, ktora mi Debian byl zjadl i sciagnalem z sajta Novella
> (korporacji, ktora zjadla SuSE) 3-gigabajtowy obraz DVD iso ich wersji 9.2 (9.3
> w przygotowaniu). Wypalilem i odpalilem. (Wybralem SuSE, bo mi sie ladnie
> skojarzylo z “SuSE-moi ! Aller, vas-y SuSE !”) Zrobilo wielkie bum i bzzzzzzzz.
> Na ekranie pojawila sie usmiechnieta Wielka Jaszczura (a wlasciwie kameleon,
> technicznie rzecz biorac) ktora z apetytem zzarla mi Master Boot Record (MBR),
> tj. sformatowala mi go jako Reiser File System, ktorego Windoza nie lyka, wiec
> przestala mi bootowac.
>
> Od tego momentu w moim swiecie pojawila sie Patrycja.
>
> Na poczatku stworzylem Patrycje Butujaca, wierna przyjaciolke Windozy. Ale ZuZA
> jej nie polubila, w zwiazku z czym musialem przepolowic “Twardziela”.
>
> “Twardziel” to moj “C:” bo mam dwa: “Twardziel C:” – obecnie hda – oraz
> “Przybysz F:” – obecnie hdb – o ktorego istnieniu dowiedzialem sie przypadkowo,
> rok po zakupie kompa, bo tepe chlopie, ktore mi go skladalo nie zrozumialo
> swojej wlasnej oferty, ktora brzmiala “opcja +HD 40GB”. Mialo byc ze dysk
> zamiast 20 GB bedzie 40 GB, ale chlopie zrozumialo ze maja byc dwa dyski i
> wsadzilo oba. No i tak pewnego pieknego dnia znalazlem 20 GB “free space”,
> ktore niezwlocznie sformatowalem i nazwalem “Przybysz”.
>
> Windozie stworzylem wiec na Twardzielu jej wlasna Patrycje. Ale byla to juz
> druga Windoza, bo pierwsza zainstalowalem uprzednio na Przybyszu. Pojawil sie
> wiec klon Windozy na osobnej Patrycji.
>
> Na drugiej Patrycji miala zadomowic sie Wielka Jaszczura (a wlasciwie kameleon,
> technicznie rzecz biorac). Juz wytykala pewnej kolejnej bezsennej nocy swoj
> jezor zeby wylizac Patrycje technikom Reiser File System. Miala. Tylko ze za
> dnia, nudzac sie w robocie w przerwie miedzy dwoma szlaczkami, wpadlo mi w oko
> gdzies w rogu ekranu na google’u – niemalze podprogowo – hipnotyzujace slowo
> ubuntu. Ubuntu? Mhm. Ubuntu? Chodzilo mi to potem bezwiednie po mozgu. “U – bun
> – tu!” “UUUU! Bubu bubu! Ntuuuuuu!!!” “U! Bun! Bun bun! > tututuututututuuttuuu!!!”
>
> Pogwizdywalem sobie tak i podspiewywalem pod nosem, a w miedzyczasie zaczalem
> dlubac w Jaszczurce (tj. w kameleonie). Doinstalowalem pakietow. Przemigrowalem
> z Gnoma do K. Znalazlem fajne okienka i ikonki oraz ciekawe programy i zaczelo
> sie. ./configure – make – make install …
>
> Osmej bodajze nocy, gdy 12ty pakiet x potrzebowal niedostepnego pakietu y (ale
> mozna sciagnac z sieci), ktory to pakiet potrzebowal bibioteki z,
> niespakowanej, ktora trzeba sciagnac jako tar.gz i zbudowac za pomoca
> ./configure, ktory mowi mi, ze “Error: missing pzd-chj-devel check your
> installation and try again!” dostalem takiej furii, ze chyba pobudzilem
> sasiadow i o maly wlos nie rozpierdolilem dopiero co zakupionej nowiutkiej
> myszki, bardzo fajnej i drogiej.
>
> Uswiadomilem sobie ze rozgrzebalem Jaszczurke, jak bohater Erasurehead Lyncha,
> ktory rozgrzebal nozyczkami niemowle i okazalo sie, ze w srodku nie ma nic. Nic
> z niej nie zostalo, oprocz rozcietej powloki. Polozylem sie spac.
>
> Nastepnego dnia, znowu w przerwie miedzy szlaczkami, wstukalem w google’a
> “ubuntu” i wyskoczylo mi:
>
> Ubuntu – Linux for Human Beings. “Ubuntu” is an ancient African word, meaning
> “humanity to others”. Ubuntu also means “I am what I am because of who we all
> are”.
>
> Srutu tutu. System operacyjny bio, w 100% organiczny i paczkujacy na kielkach
> dzikiej pszenicy, okadzany paczuli rozpalonym na krowim lajnie zasychajacym na
> glowie mnicha medtujacego w pozycji Lotus Notes.
>
> Niezwlocznie sciagnalem CD iso i kazalem Jaszczurce wypalic (pod k3b, naturalnie
> po doinstalowaniu odpowiedniego pakietu, bo sam program do wypalania nie
> obsluguje wypalania, tylko pelni role interfejsu miedzy uzytkownikiem i
> silnikiem wypalajacym – szczesliwie, nie trzeba bylo instalowac uzytkownika).
>
> Technicznie rzecz biorac, to sciagnalem Kubuntu – czyli Ubuntu z dodatkiem K
> Desktop Environment (KDE) – Kubuntu means “towards humanity” in Bemba – tyle,
> ze okolo 2giej rano okazalo sie, ze Kubuntu byl skiepszczony i musialem
> sciagnac i wypalic Ubuntu – czyli ten sam system z Gnome Desktop.
>
> Kiedy nastepnego wieczoru drzacymi rekoma odpalilem i zainstalowalem, Ubuntu
> uderzyl w tam-tam, ozwala sie apokaliptyczna traba i na ekranie pojawil sie
> fraktalny obrazeczek brazowego wiru wciagajacego mnie w ekran. Po restarcie
> okazalo sie ze:
> a. Zarloczny Ubuntu w pieknym stylu odgryzl Jaszczurze leb – czyli pokonal smoka
> (dzieckiem w kolebce), oraz
> b. Nie chodzi internet.
>
> Z powrotem pod Windozom, ktora o dziwo wyszla ze starcia bez szwanku, Internet
> Eksplorer znalazl mi przez google’a strone opisujaca, jak za pomoca ./configure
> mozna zbudowac sobie (tj. skompilowac) program do obslugi PPPoE i DSL pod Ubuntu
> – tylko trzeba najpierw sciagnac z sieci .tar.gz rozpakowac itd. itp. Zaciekawil
> mnie paradoks, ze zeby sie polaczyc z siecia pod Ubuntu, trzeba najpierw z tej
> ze sieci sciagnac pakiet… Taki organiczny system dla trzeciego swiata?
> Wyobrazilem sobie stadko smutnych, glodnych etiopskich dzieci, ktore musza
> najpierw zakupic abonament u prowajdera, aby nastepnie przez Windoze sciagnac
> program, zeby se zainstalowac biologiczny system operacyjny na rozklekotanym
> Pentium 1… Zatesknilem na nowo za ZuZA.
>
> Kiedy poszedlem spac, snili mi sie ludozercy, pokrzykujacy “Ubuntu! Ubuntu!”
> biegnacy z dzidami za Wielka Jaszczurka, ktora uskakuje w nieprzebyte chaszcze
> swojej zdezaktywowanej i podziurawionej Patrycji.
>
> Rano przy pierwszej kawie, z klejacymi sie oczami reinstalowalem ZuZE (aka
> ZouZA). Nalozyla sie na Bio Ludozerce, ktory odpalal ze swoim dumnym haslem
> “Linux for Human Beings” wewnatrz okienka z Jaszczurkom oraz wysoce
> nieorganiczna obelga “SuSE – The Novell Business”. Tak sie obrazil na zgnila
> korporacje, ze nie chcial patrzec na nowiutka piekna myszke. Musialem uzywac
> starej. Za to, w bardzo trywialnych okolicznosciach w okienku “Dodaj programy”,
> dowiedzialem sie, ze na stronach “Pomocy” jakis dywersant bezczelnie naklamal ze
> Ubuntu nie obsluguje PPPoE. Ze nie tylko nic nie trzeba sciagac ani kompilowac
> za pomoca ./configure, ale nawet nic nie trzeba instalowac, bo wszystko juz
> jest goto
we, zainstalowane i zaladowane, i etiopskie dziecko winno jedynie
> wstukac komende pppoeconf. Proste!
>
> Tyle, ze Ludozerca, okaleczony w starciu z Jaszczura, ledwie charczac wyznal, ze
> nie widzi karty sieciowej…
>
> Po kolejnej reinstalacji nastal nastepujacy Nowy Porzadek:
>
> hda1 Nowa Windoza, a wlasciwie jej Klon
> hda6 Bio Ludozerca Ubuntu
> hda7 Jaszczurka ZuZA
> hda8 swap
> hdb1 Stara Windoza oraz wszystkie moje pliki i caly moj wirtualny swiat
>
> Wszedzie chodzi internet.
>
> Kazdy z systemow ma folder “marek” a w nim folder “Desktop”, co jest malo
> praktyczne. (Tfu, przepraszam, nie “folder” tylko “katalog”.)
>
> Nie mam pojecia co znajduje sie miedzy hda1 a hda6 – byc moze skryly sie tam
> cztery ciche, bogobojne Patrycje – a byc moze cztery Patrycje drapiezne,
> czychajace jak harpie na najblizsza sposobnosc, aby wbic zeby w czyjas krtan…
> Czas pokaze.
>
> Wracam do moich ./configure i czuje sie prawdziwym chlopcem. Chyba nastepnym
> razem dla rownowagi plci sprobuje jednak haftu krzyzykowego.
>
> m.

Archiwalny news dodany przez użytkownika: rekrutacja.
Kliknij tutaj by zobaczyć archiwalne komentarze.

Share →