Łowcy patentów na oprogramowanie wyciskają z firm amerykańskich milionowe kontrybucje. Teraz wybierają się do Europy. Jednym z prawników żyjących z ‚wynalazków’ jest Paul Ryan, który wraz ze swoimi współpracownikami >>przykłada dużą wagę do budowania swojej reputacji<<, dzięki czemu już dziś może chwalić się słowami: >>Jesteśmy znani z tego, że nigdy nie odpuszczamy. Ignorowanie nas może bardzo dużo kosztować<<.

Jest słoneczne popołudnie w Coral Casino Club, miejscu spotkań znanych osób z Santa Barbara. Także Ryan lubi tu przebywać. Jego interesy rozwijają się bardzo dobrze wraz z rosnącymi wskaźnikami kalifornijskiej gospodarki. Zawodowo zajmuje się on szantażowaniem przedsiębiorstw.

Oczywiście Ryan nigdy sam nie wypowiedziałby tego słowa i z prawnego punktu widzenia zarzut szantażu zapewne nie dałby się obronić. Nawet zaciekli wrogowie nazywają go >>szantażystą<<, >>terrorystą<< albo >>trolem<< zasłaniając przy tym usta ręką w obawie przed pozwem ze strony adwokata. Jego firma jest jedną z największych i najagresywniejszych w branży firm pilnujących realizacji prawa patentowego. Przez kilka ostatnich lat podobne firmy otoczyły opieką branżę zaawansowanych technologii w USA, takich jak: przemysł komputerowy, przemysł oprogramowania i przemysł biotechnologii, wywołując strach i trwogę. W minionych latach Ryan oraz jego 22 współpracowników wykupili masę patentów, o których często nikt nie wiedział, a które leżały gdzieś zapomniane w szufladach. Dzięki temu obecnie jego firma prawnicza przypisuje sobie np. wynalezienie sposobu przewodowego przesyłania wideoklipów, niezależnie od tego czy przekaz odbywa się za pośrednictwem strony internetowej, w telewizji na zasadzie pay-per-view, czy za pomocą telefonów komórkowych trzeciej generacji. Ponadto Ryan kontroluje prawo do logowania do bezprzewodowego Internetu, do korzystania z obsługiwanych ręcznie medycznych endoskopów, jak również do internetowych operacji płatniczych wykonywanych za pomocą kart kredytowych i innych 'swoich wynalazków'.
Zdaniem Ryana roztacza on w ten sposób opiekę prawną nad >>wieloma drobnymi wynalazcami<<. Od ubiegłego lata amerykańska poczta dostarcza coraz ostrzej sformułowane listy prawników patentowych. Są one adresowane do telewizyjnych kanałów nadających w systemie pay-per-view oraz hoteli udostępniających w pokojach cyfrową telewizję kablową, do New York Times, Grupy Medialnej Bloomberg i wielu innych instytucji. Na przykład Johns Hopkins University otrzymał rachunek, który pochłonie 2% dochodów uczelnii, gdyż wystawiła ona do pobrania z sieci kilka wykładów.
Bez drogiego adwokata wynalazcy są bezbronni i tracą w USA swoje prawa.

Tylko nieliczni adresaci listów jeszcze się bronią. Niemal 3000 z nich wolało bezzwłocznie zapłacić, gdyż Ryan szybko podnosi ceny opornym klientom. W każdym razie firma prawnicza za kilka patentów uzyskuje rocznie dwucyfrowe, milionowe sumy.

Inżynier z Sun Francisco, Greg Aharonian twierdzi, że wiele firm woli od razu zapłacić, gdyż sama wycena przypadku patentowego przez dobrego adwokata kosztuje 20.000 USD, natomiast całe postępowanie bardzo szybko mogłoby kosztować wieleset tysięcy USD. Mieszkanie Grega wypełnione jest wycinkami z gazet, specjalistyczych czasopism prawniczych, segregatorami z aktami i starymi czasopismami technicznymi, gdyż zarabia on w tej samej branży, co Paul Ryan, reprezentując drugą stronę. Z zawodu jest detektywem patentowym. Za każdą sprawę otrzymuje cztero lub pięciocyfrową kwotę. >>Bardzo dobrze się z tego żyje<< mówi z uśmiechem. Do Grega dzwonią adresaci ww. listów, którzy nie chcą płacić za używanie 'wynalazków'. Wówczas wertuje on wszelkie dostępne materiały, by wykazać bezzasadność konkretnego patentu. Obecnie Greg pracuje nad podważeniem patentu na powszechnie wykorzystywaną w edytorach tekstu metodę >>wytnij – wklej<< . Na wieści z Brukseli Ryan ma jedną odpowiedź: >>Nasze patenty ważne są na całym świecie. Obecnie tworzymy zespół w Europie, który już wiosną powinien rozesłać pierwsze listy. Zatrudniliśmy dotychczas kilku pierwszorzędnych ekspertów, znawców miejscowego prawa<<. Ryan liczy na efektywną pomoc z Waszyngtonu, którego przedstawiciele należą do najwydajniejszych obrońców własności intelektualnej np. podczas międzynarodowych konferencji i negocjacji w WTO. Ilość procesów o podłożu patentowym w USA gwałtownie rośnie - z 1553 w 1993 r. do 2814 w 2003 r. Koszty postępowań odpowiadają obecnie 1/4 wydatków na amerykańskie badania naukowe. Najdroższe wojny patentowe toczą się w branży oprogramowania, nanotechnologii, technice komputerowej, w sektorze farmaceutycznym oraz szczególnie w sektorze biotechnologicznym. Kto odkrył zakupy przez kliknięcie? Małe, obiecujące przedsiębiorstwa są często zasypywane pozwami patentowymi przez swoich konkurentów, co ma na celu wyeliminowanie ich z rynku. Greg, jako znawca branży patentowej, uważa za oczywisty fakt, >>że wiele z tych patentów jest nieważnych, jednak dowiedzenie tego jest bardzo kosztowne. Taki system nie nagradza rzeczywistych wynalazców, lecz wszystkich, którzy są w stanie wyłożyć pieniądze na drogie procesy<<. Dlatego zazwyczaj grupy wykupujące patenty mogą przekazywać 'swoim' wynalazcom zaledwie 10 - 20% z uzyskiwanych dochodów. Oprócz firmy Paula Ryana aktywnej na rynku technologii informatycznych oraz biotechnologii, istnieją wyspecjalizowane grupy firm zatrudniające nie tylko adwokatów, lecz także inżynierów i ekonomistów, którzy systematycznie przeszukują patentowe bazy danych, a następnie pozywają np. takich gigantów, jak: Microsoft, eBay czy producenta przenośnych urządzeń pocztowych Blackberry. Jednak znacznie częściej ofiarą padają małe przedsiębiorstwa, o których wiadomo, że nie mają pieniędzy na obronę. Istnieją także indywidualne osoby - adwokaci oraz drobni inwestorzy, którzy chcą zarobić na patentach i często w krótkim okresie dorabiają się milionów. Niektórzy z nich nie tracą nawet czasu na zaoferowanie swoim 'ofiarom' możliwości zakupu licencji, lecz od razu i bez ostrzeżenia wnoszą pozew. Wówczas nagle pojawia się tajemniczy inwestor, by wykupić bankrutującą firmę nawet za kilkanaście milionów, jak miało to miejsce w przypadku Dotcomu, i zagarnąć jej patenty. Amerykański profesof Henry Chesbrough z Berkeley widzi w patentowaniu na szeroką skalę korzyści płynące z podziału pracy i ponoszonych kosztów oraz z lepszego wykorzystania patentów przez firmy, które się nimi wymieniają.
Z jego optymistyczną wizją rozwoju nie zgadza się Jason Schultz, który jest adwokatem z Sun Francisco zatrudnionym w Electronic Frontier Foundation (EFF). Przypomina on, że patenty miały być zachętą dla wynalazców, jednak sposób, w jaki są one wykorzystywane dla nikogo nie jest zachętą. Jest wręcz przeciwnie, gdyż patenty >>hamują wdrożenia i dalszy rozwój nowej techniki<<. Z tego powodu wraz z kolegami z pracy Schultz przygotował listę szczególnie spornych, absurdalnych i szkodliwych patentów i rozpoczął na własny koszt podważanie ich zasadności. Na liście tej znalazła się m.in. metoda na robienie zakupów przez kliknięcie, a ponadto tzw. hiperlinki, internetowe zakupy opłacane kartą kredytową, wyskakujące okna oraz przewodowe udostępnianie obrazu wideo. Przepracowani i źle opłacani urzędnicy patentowi w USA zapewniają ochronę patentową takim technologiom, jak: >>odświeżanie chleba<< w opiekaczu (patent 6080436) albo >>trenowanie kota przy pomocy lasera (patent 5443036).
Najnowsze wynalazki nie dotyczą już tylko techniki, lecz metody pomocnej w osiągnięciu celu biznesowego. Chodzi o tzw. >>Business Process Patents<<, czyli o patentowanie metod biznesowych. Oprócz kupowania przy pomocy klikania, do wspomnianych metod biznesowych należy np. rezerwowanie miejsca w zakładowej ubikacji (patent 6329919). W takiej sytuacji nie dziwi fakt, że wielu autorów wynalazków, kongresmenów oraz wiele komisji zalecało w ubiegłych latach dokładniejsze sprawdzanie zasadności patentów przed ich przyznaniem lub przynajmniej wprowadzenie łatwiejszych możliwości podważania patentów. Jednak tego typu reformy wymagają długiego czasu, co umożliwi firmom korzystającym z obecnego prawa dalsze zbijanie dużego, patentowego kapitału. Zdaniem Grega Aharoniana najbardziej >>perfidne<< jest to, że nawet w przypadku, gdy pewnego dnia wątpliwy patent uznany zostanie za nieważny, firmy wnoszące pozwy patentowe rzadko obowiązane są do zwrotu opłat licencyjnych pobranych na jego podstawie. Źródło:
Die Zeit

Archiwalny news dodany przez użytkownika: wojtek_germ.
Kliknij tutaj by zobaczyć archiwalne komentarze.

Oznaczone jako → 
Share →