Ostatnimi czasu 7thguard.net został uwikłany w polityczne manipulacje ;-) Korzystając z mody na minimalistyczne felietony pozwoliłem sobie zabrać również głos.

Merytorcznie nawiązuję do dwóch wcześniejszych wypowiedzi o zbliżonym tytule (tutaj i tutaj). Moim skromnym zdaniem, w obydwu zostały poruszone niezmiernie ważne problemy, których większość z nas jest w pewnym stopniu świadoma. Tyle tytułem wstępu, teraz postarajmy sobie wyobrazić pewną sytuację.

Jest rok 2005, znajdujemy się w jakimś bliżej nieokreślonym kraju zbliżonym do naszego. Podobieństwa zauważamy zarówno w gospodarce, jak i mentalności ludzi zamieszkujących dany fragment planety. Istnieje w tym kraju grupa miłośników wolnych systemów, również troszkę elitarna i nie odamwiająca przy byle okazji piwa. Pewnego dnia pojawia się firma (nazwijmy ją XY) i postanawia wprowadzić słowa w czyn. Zaczyna promować Wolne Oprogramowanie starając się dodatkowo odnieść z tego jakieś profity. Firma, jak każda znajduje się w wielkiej dżungli zwanej modnie biznesem. W tym pełnym niespodzianek lesie obowiązuję pewne prawa, między innymi orężem jest tak zwany marketing. Ta firma stara się dzielnie pokonywać przeszkody czychające na każdym kroku, zaczyna odnosić sukcesy. Pieknie, nieprawdaż? Do momentu kiedy pojawia się osobnik zwany dalej krzykaczem. Krzykacz może mieć kilka powodów swojej furii – może firma odepnęła mu niechcący na odcisk (nie chciała jego współpracy), może mieć sporo cech wspólnych z karierowiczem (o nim później), może też na przykład nie potrafić zrozumieć pewnych prawideł. Krzykacz zdobywszy szczątkowe informacje o wrogu zaczyna ofensywę. I tutaj nie ma przebacz… Każde medium jest dozwolone. Sianie dezinformacji jest na porządku dziennym. Proszę się domyśleć, jak się odbija to na firmie która składa się ze zwykłych ludzi. Definicja zwykłego człowieka – lubić coś i mieć z tego satysfakcję materialną (przepraszam za uproszczenie ;-) ).

Drugi charakter to karierowicz. Dzięki listom dyskusyjnym ma okazję umocnić nazwisko i budować swój olbrzymi wręcz wizerunek. Niestety, karierowicze się wzajemnie przyciągają i powstają koła wzajemnej adoracji. Przyjemnie się spędza czas w odpowiednim towarzystwie, to prawda. Nie kryję, picie piwia i słuchanie opowieści o mikrojądrach powinien przeżyć każdy ;) Ale sytuacja, kiedy ktoś robiący krok poza towarzystwo jest miażdżony przez resztę jest niedopuszczalna. A przywódcą takiego masowego ataku często zostaje krzykacz. I jak na dłoni widać, jak zaangażowane często osoby odchodzą aby uniknąć hałasu.

Morał? Brak. Podobieństwo do osób i zainstałych sytuacji czysto przypadkowe. Niech nikomu do głowy nie wpadnie branie tego osobiście. Acha, kamienia pierwszy nie rzucę (zawsze chciałem napisać coś z nawiązaniem do Biblii :))).

Archiwalny news dodany przez użytkownika: bluszcz.
Kliknij tutaj by zobaczyć archiwalne komentarze.

Oznaczone jako → 
Share →