Gazeta.pl donosi o projekcie dyrektywy UE o ochronie praw autorskich. Projekt nie tylko wyposaża sądy w nowe uprawnienia mające pomóc w zwalczaniu nielegalnych praktyk (piractwa, fałszerstwa), ale też wymusza na przestępcach pokrycie wszelkich strat majątkowych, jakie ponoszą twórcy (wycofanie podróbek z obiegu na koszt pirata, zaostrzenie kar itd). Wbrew pozorm nie jest to najciekawsza część. Okazuje się, że nie będziemy ścigani za ściąganie przysłowiowych empetrójek.

Jeżeli tylko muzyka ściągana przez nas z sieci będzie „na własny użytek” możemy spać spokojnie. Jednak mniej spokojnie mogą spać firmy obsługujące systemy peer2peer. Jeżeli udowodni im się, że nakłaniają do nielegalnej wymiany muzyki i czerpanie z tego zysków (nawet pośrednio z reklamy) już się nie wymigają.

Projekt dyrektywy, najprawdopodobniej nieświadomie pozostawia nam o wiele więcej wolności niż mogłoby się wydawać. Karane jest jedynie czerpanie zysków z nielegalnego rozprowadzania muzyki (nie tylko muzyki, dyrektywa mówi o wszystkich dziełach objętych prawem autorskim). Jest więc wymierzona w zarabiających na procederze, nie w odbiorców. W poważnych tarapatach mogą znaleźć się Kazaa czy Soulseek (jeżeli oczywiście udowodni im się nakłanianie do nielegalnej dystrybucji muzyki) ale nie można już powiedzieć, że właściciele serwerów FTP, Huby Direct Connecta, czy całkowicie rozproszone systemy p2p. Jeżeli projekt przejdzie… chyba jednak pójdę głosować w referendum ;)

Informację nadesłał: Daniel Podlejski

Archiwalny news dodany przez użytkownika: antymon.
Kliknij tutaj by zobaczyć archiwalne komentarze.

Oznaczone jako → 
Share →