W pierwszych „Komputerach” z wypiekami na twarzy czytałem o tym, że Star zaprezentował nową drukarkę (24 igły), że Seagate wypuścił nowy model twardego dysku (bariera 20 megabajtów przełamana) albo że jednak świat decyduje się na dyskietki 3.5 cala w miejsce 5.25. Świat… w tym czasie biegałem do klubu komputerowego z własnym magnetofonem MK-232, czyli dysponowałem poważnym osprzętem komputerowym. To końcówka lat ’80, jak było w latach ’50 większość Czytelników 7G jak mniemam z autopsji wiedzieć nie będzie, ale można chociaż o tym poczytać.

„Superkomputer” Charlesa J.Murray’a (wyd. Amber; cena: 29.80 PLN) to historia najpotężniejszych z komputerowej rodziny — także dosłownie. Jedno ze zdjęć z wczesnej epoki nosi podpis „na rampie załadunkowej”; to czasy sprzętu o kubaturze garażu. Ale opisywana książka nie jest mimo to stricte o komputerach, nie jest nawet techniczna — komputery są pretekstem do opowiedzenia o ich losach, o ich tworzeniu, sukcesach i porażkach, a przede wszystkim o ich twórcach. A skoro superkomputery, to któż inny, jeśli nie Seymour Cray — nazwisko-legenda.

Od pierwszych lat, kiedy sprzedaż jednego komputera była olbrzymim sukcesem, przez własne wydziały projektowe, aż do własnych firm. Opisany jest sposób i pracy i życia geniusza, zmagania z oporną materią — w tym i elektroniką i zmorą wszystkich twórczych ludzi — biurokratami w firmie. Co prawda metodologia Cray’a nie wzbudza mojego entuzjazmu, za dużo w niej prowizoryczności i walenia głową w ścianę, ale sama lektura jest fascynująca i wzruszająca zarazem — pokazuje, iż nikt nie ma patentu na mądrość, czy sukces — ten ostatni bowiem jest splotem talentu, wytężonej pracy, koniunktury na rynku, prezesów i zwykłego szczęścia. Z pewnością jest to pozycja godna polecenia każdemu, kto twórczo pracuje (nawet i nie przy komputerze) — do zastanowienia się, zadumy na losem człowieka.

Doprawdy, dawno w takim tempie nie połykałem kolejnych stronic, niemniej Ch.J.Murray’owi zdarzyły się potknięcia — opowieść ma dość dziwne umocowanie w historii jako takiej, raz kolejny produkt jest sukcesem, aby trochę dalej być opisanym jako niezbyt udany, w latach ’50 autor opisuje „rozpowszechnione” karty dziurkowane — o ile mi wiadomo, karty mogły być użyte do automatycznych krosen i tych okolic, chyba że obecność na trzech komputerach uznać za powszechność. Autor niestety nie podaje także ważnych wydarzeń tła, a szkoda, przydałby się wstęp „w czasie kiedy dopiero projektowano komputer Amiga o mocy…”, a tak czytelnicy zawieszeni są próżni. No i już w zasadzie drobnostka — ucieszyłbym się, gdyby zdjęć było kilka razy więcej.

Gorąco zachęcam do zapoznania się z historią życia S.Cray’a — cześć Jego pamięci.

Archiwalny news dodany przez użytkownika: macias.
Kliknij tutaj by zobaczyć archiwalne komentarze.

Oznaczone jako → 
Share →