Niedawno miałem okazje spędzić kilka dni na Krymie. To dość ciekawe doświadczenie, więc w duchu braterskiej współpracy dzielę się kilkoma uwagami ;)

Pomińmy podróż (wsiadamy na Centralnym, 40 godzin później wysiadamy w słonecznym Symferopolu; lokomotywy takie, że ,,nasze” ep09 odpadają w przedbiegach). Jedna z pierwszych rzeczy, na które nie sposób nie zwrócić uwagi, to bardzo niskie ceny wielu obiektów pożądania. Zwłaszcza książek. MIT udostepnił już część Lecture Notes, jednak szczerze mówiąc nie powalają na kolana – dostępny na razie materiał jest dość ogólny. Natomiast na olbrymich bazarach w różnych miastach Ukrainy można znaleźć prawdziwe perły za śmieszne ceny. Dotyczy to oczywiście pozycji, które słabo poddają się zębowi czasu, np. dotyczących sztuki (partytury na ten przykład potrafią być 10-15 _razy_ tańsze niż w Polsce). Człowiek czuje się mały przed tak ogromną ilością książek, z których sporą częśc stanowią naprawdę wartościowe pozycje. Tak przy okazji: podręcznik do informatyki dla klas 7-8 naprawde przypominał podręcznik do informatyki, a nie kurs obsługi programów (pytanie czego bardziej potrzebują uczniowe — informatyki czy obsługi programów? :).

Polska jest w tyle z jedną rzeczą… Na Ukrainie w sklepach muzycznych można swobodnie kupować płyty z MP3. Nie brak również filmów na DivX. Filmy na video i płyty CD są przeciętnie 2x tańsze niż w Polsce (DVD za to droższe…).

Linuksa nigdzie nie widać. Ludzie mają inne zmartwienia, więc nie ma okienka z wolnym czasem i wygodą, dzięki którym można popracować trochę dla dobra ogółu. Kiepsko jest też z dostępem do Internetu (w hotelu w Kijowie łączą się przez dial-up, ale w rezultacie człowiek i tak płaci taniej niż za analogiczne połączenie u nas).

Można by długo pisać, ale lepiej zobaczyć samemu :)

Archiwalny news dodany przez użytkownika: arturs.
Kliknij tutaj by zobaczyć archiwalne komentarze.

Share →