W dzisiejszym wydaniu ZDNet można przeczytać interesujący artykuł nt. posunięć MS w kierunku otwarcia źródeł swoich programów – głównie systemu operacyjnego Windows. Osiemnascie miesięcy temu Microsoft otworzył żródła oprogramowania dla dużych organizacji. Ogłosił to 2300 jednostkom, które zakwalifikowały się jako „godne”. Zainteresowanych było 150. Autor artykułu twierdzi, że był to jedynie trik PR który miał na celu zmianę relacji OpenSource cacy – MS be ;). Publikację 90-ciu procent kodu żródłowego dla wybranych organizacji nazwano ładnie „Shared Source”. W jaki sposób wybierano organizacje? Kwalifikowano jedynie wielkich integratorów systemów, rząd, jednostki akademickie i biznesowe które mają więcej niż 1500 użytkowników Windows licencjonowanych na zasadach Microsoft Enterprise Agreement. Mimo tak „dogodnych” warunków przystąpienia do programu Shared Source odpowiedzialny za niego Jason Matusow ze zdziwieniem skomentował jego efekty. „Jedną z wielkich legend OpenSource jest to że wszyscy chcą zajrzeć do kodu źródłowego”. A nikt nie chciał. Bo tylko 150 z 2500 zakwalifikowanych. Może dlatego że poza „zajrzeniem” nie można zrobić nic? Modyfikacja nie wchodzi w grę, tworzenie własnych produktów na bazie lub z użyciem kodu również. Do czego więc miało służyć publikowanie kodu? Rozgłos? Debata medialna? O wadach, zaletach i szczegółach projekty przeczytacie na stronach ZDNet.

Archiwalny news dodany przez użytkownika: ramroz.
Kliknij tutaj by zobaczyć archiwalne komentarze.

Share →