Krótki felieton o tym, jak szukałem w Finladii maszynek z linuxami :>

Jakiś czas temu, a mianowicie w maju zeszłego roku miałem okazję być w Finlandii, a konkretnie w Helsinkach. Nie byłoby w tym fakcie niczego nadzwyczajnego, gdyby nie to, że z tego kraju pochodzi nasz ulubiony system. Próżnym okazało się jednak szukanie go po kafejkach czy u znajomych w komputerach – pięknej konsoli i wspaniałych xów. Obszedłem wszystkie kafejki w Helsinkach (było ich całe 4. – to niewiele jak na europejską stolicę), i znalazłem tylko mniej lubiane przez nas M$ Window$ system haczkerów. Na domiar złego kafejkowe serwery w 100% stały na NT, którym osobiście nie ufam jako serwerom sieciowym, a ponadto jakieś pokraczne firewalle, które skutecznie uniemożliwiały mi połączenie ssh. Powiem tylko, że wprawiło mnie to w zakłopotanie (ktoś kiedyś powiedział, że „[…] Linus jest Szwedem […]” honej ;>). Kiedy siedziałem w jednej z kafejek i udało mi się połączyć z kontem za pomocą puttego, co chwilę ktoś zaglądał mi zza pleców jak bym wyprawiał tam jakieś cuda. Po jakimś tygodniu zwiedzania miasta, jeżdżenia tramwajem (który nota bene jednocześnie spełniał rolę pubu), zapytałem znajomą cóż to za świątynia w środku miasta z długimi schodami, na których w tak dużej ilości przesiaduje młodzież? Okazało się, że to budynek Uniwersytetu Helsińskiego (swoją drogą zmyliły mnie kolumny, wielka kopuła i po części kształt krzyża ;>). Poszedłem więc tam i po krótkiej konwersacji łamaną francuszczyzną na przemian z angielskim, który jest w Finlandii językiem raczej czwartego rzędu (fiński, szwedzki, francuski, angielski …), dogadałem się i zaznajomiłem z kilkoma tamtejszymi studentami. Finowie to bardzo przyjacielski naród – można iść ulicą i powiedzieć do zupełnie nie znajomej osoby cześć, a ta zawsze z uśmiechem ci odpowie (zademonstrował mi to mój 9 letni kuzynek ;>). Okazało się, że następnego dnia rozpoczynają się juwenalia (jedyny dzień w roku kiedy w miejscach publicznych można spożywać alkohol), więc oczywiście nie omieszkałem umówić się na na to wyjątkowe święto. Następnego poranka obudziłem się dość wcześnie rano, gdyż na północy słońce wschodzi wcześniej, a ja się nie zdążyłem przestawić :>. Dzień zapowiadał się wspaniale, pogoda dopisywała, więc nie myśląc długo, korzystając z różnych środków transportu wyruszyłem do centrum Helsinek (swoją drogą to dziwne metro jedzie pod ziemia tylko 3 czy 4 stacje, i w centrum wychodzi się jak z jaskini lub kopalni – wyjściem z litej skały). Tam znajduje się wspomniany wcześniej Uniwersytet. Po drodze zauważyłem dziwne dla mnie zjawisko – wszyscy poubierani w kombinezony (coś w deseń kombinezonów jakie noszą kierowcy rajdowi), a kiedy zapytałem na miejscu swoich fińskich znajomych o co chodzi, okazało się, że każdy student otrzymuje taki kombinezon jak tylko dostanie się na daną uczelnię. Podczas imprez różnego rodzaju wszyscy studenci zakładają te kombinezony. Wydziały można rozpoznać po kolorze i godle uczelni np. czerwony kombinezon to coś w rodzaju naszej politechniki i kierunków informatycznych oraz elektronicznych. Na każdej imprezie otrzymują też naszywki które przyszywają do kombinezonów (tuxy też mieli, ale za cholerę nie miałem gdzie takiej kupić). Im więcej tych naszywek tym student więcej lat ma za sobą spędzonych na uczelni. Juwenalia to też dzień otwartych drzwi dla każdego, kto chce zobaczyć uczelnię od kuchni. Jako, że wcześniej programowo zaplanowałem wizytę w UH, w towarzystwie Petriego ( Petri=Piotr po fińsku) i jego przyjaciół zwiedziłem pracownie komputerowe w których śmigały tuxy. Mieli tam nawet kilka bardzo silnych maszyn, a kiedy zapytałem do czego je wykorzystują – powiedzieli, że do SETI, po czym razem wybuchliśmy śmiechem. Długo nie siedzieliśmy w UH, ale przekonało mnie to, że mamy więcej rzeczy wspólnych niż tych które nas dzielą. Muszę przyznać, że jedno to czego u nas niema to wspaniała studencka tradycja. Następnie zajęliśmy się wlewaniem w siebie piwka i innych napojów wyskokowych (trzeba było korzystać – w końcu to tylko raz w roku). Słowem impreza w plenerze, nad morzem trwała do późnego wieczora. Do dziś utrzymuję kontakty z moimi fińskimi znajomymi, a ułatwiła mi to jeszcze nauka języka fińskiego, którego postanowiłem się nauczyć po przyjeździe do Polski – jak chyba każdy po powrocie z zagranicy.

Archiwalny news dodany przez użytkownika: MiCZARNY.
Kliknij tutaj by zobaczyć archiwalne komentarze.

Oznaczone jako → 
Share →