2015_Wybory_Prezydenta_II_tura_–_karta_do_głosowania(tekst pierwotnie opublikowany na blogu, na który powoli przenoszę się z aktywnością pozaotwartościową)
Dążąc do ujednolicenia i zwiększenia popularności wyborów do Parlamentu Europejskiego, eurodeputowani przygotowali propozycję reformy unijnego prawa wyborczego. Eurodeputowani pod wodzą Danuty Hübner i Jo Leinena zaproponowali kilka ciekawych rozwiązań, takich jak umieszczenie logotypów partii politycznych na kartach wyborczych czy ujednolicenie terminów sporządzania list kandydatów oraz godziny zakończenia głosowania. Niestety, przy tej okazji pojawił się również pomysł głosowania przez internet.
Idea internetowych wyborów nie jest nowa – w Polsce dyskutowaliśmy o tym już dziesięć lat temu, temat ten pojawił się też wśród przedwyborczych pomysłów kilku ugrupowań. Problem polega na tym, że choć technologia się mocno rozwinęła przez ostatnią dekadę, prowadzenie wyborów czy referendów przez internet jest wciąż złym pomysłem. Na przeszkodzie stoją i technologia, i psychologia.

Albo internet, albo tajność

Internetowy system wyborczy musi zapewnić anonimowość i tajność głosowania, utrudnić proceder sprzedaży głosów, i zagwarantować weryfikowalność i prawidłowość wyników. Dziś, by oddać głos, idziemy do punktu wyborczego, gdzie musimy się wylegitymować, oddać głos na karcie trafiającej do urny pomiędzy tysiące identycznych kart, następnie karty są liczone i archiwizowane. Taki system uniemożliwia przypisanie głosu do osoby, i pozwala na ponowne przeliczenie kart w razie potrzeby. Pewną lukę do istniejącego systemu wprowadziło powszechne głosowanie korespondencyjne, jednak ze względu na związane z nim dodatkowe formalności, masowy handel głosami w ostatniej chwili jest utrudniony.

W przypadku powszechnego głosowania przez internet nie ma gwarancji, że oddawane przez internautów głosy nie są w rzeczywistości wpisywane przez jedną osobę, która przez poprzednie miesiące skupowała loginy i hasła do systemu wyborczego. Utrudnione jest też weryfikowanie oddanych głosów i zapewnienie anonimowości głosowania. Co z tego, że zaawansowane techniki kryptograficzne pozwalają oddzielić głos od osoby i zbadać, czy dany głos został policzony, skoro taki system będzie zrozumiały tylko dla niektórych matematyków? Bez rezygnacji z tajemnicy głosowania niemożliwe jest wprowadzenie systemu równie prostego, jak obecnie obowiązujący.

Pomijam już kwestie zabezpieczenia serwerów zliczających głosy, bo z problemy z cyberbezpieczeństwem mają nie tylko Polacy, ale również eksperymentujący z elektronizacją wyborów Amerykanie czy Australijczycy.

Mit fałszywych wyborów

Electronic voting machine by Premier Election SolutionsRównie ważnym problemem przy wyborach przez internet jest brak zaufania Polaków do rządzących. Wystarczy przypomnieć teorie o domniemanym sfałszowaniu wyborów samorządowych przy ostatniej awarii systemu zliczania głosów przez Państwową Komisję Wyborczą. Systemu niemającego wpływu na wynik wyborów, lecz automatu zbierającego informacje z ręcznie przygotowywanych protokołów. Te same informacje, które można było później zobaczyć wywieszone na drzwiach komisji wyborczych i porównać z danymi opublikowanymi w sieci. Skoro podstawą do kwestionowania wyników wyborów może stać się awaria kalkulatora ułatwiającego policzenie głosów, nietrudno wyobrazić sobie protesty w przypadku całkowitego zwirtualizowania komisji wyborczych. Nie można sobie na to pozwolić w sytuacji, gdy spada społeczne zaufanie do instytucji demokratycznych, a najmniejsza różnica między sondażem a wynikami odbierana jest jako wynik manipulacji rządzących.

Nie manipulujmy przy wyborach

Brak namacalnych kart do głosowania, “czarne skrzynki” przyjmujące głosy i oznajmiające wynik, niemożność prostego wytłumaczenia działania systemu i bezpieczeństwo – to podstawowe problemy z głosowaniem przez internet. Przy tak niskiej aktywności Polaków w sferze publicznej, wybory są jednym z ostatnich momentów, gdy gremialnie próbujemy podjąć decyzję o przyszłości kraju. Każde działanie mogące obniżyć zaufanie obywateli do demokratycznych procesów odbije się negatywnie nie tylko na frekwencji, ale również na poziomie debaty publicznej. Choć wybory przez internet brzmią pięknie i nowocześnie, nie warto iść w tę stronę ani dziś, ani przez co najmniej najbliższą dekadę.

Dalsze kroki

Choć eurodeputowani zastrzegają, że przy wyborach internetowych należy pamiętać o ich bezpieczeństwie, nie podają sposobów rozwiązania podstawowych problemów sygnalizowanych od lat przez ekspertów. Nic dziwnego – z ich rozwiązaniem nie poradziły sobie państwa, które z głosowaniem elektronicznym (nie tylko internetowych) eksperymentują od pewnego czasu. Przygotowywana przez posłów Komisji Prawnej rezolucja została niedawno przyjęta na sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego. Ostateczna decyzja o jej implementacji należy jednak do państw członkowskich. Daje to szansę na poważniejsze podejście do dobrze brzmiącego, lecz mogącego mieć nieprzewidziane konsekwencje pomysłu.

Oznaczone jako → 
Share →