Przeglądałem ostatnio program naszej ukochanej TVP1 i co widze? Dziś, w ramach cyklu Miej oczy szeroko otwarte film o hackerach. No cóż, doskonale – po jego obejrzeniu może ludzie przestaną mylić hackerów, crackerów i phreackerów… Z radością zabrałem się do czytania opisu filmu, żeby z góry się przygotować na radość oglądania. W trakcie czytania, zresztą pewnie zgodnie z intencją twórców tego cyklu dokumentalnego, moje oczy powoli się rozszerzały. Bo film, mimo iż jest tzw. dokumentem, tradycyjnie uznaje za hackera każdego złodzieja numerów kart kredytowych czy podmieniacza stron. I jak tu przekonywać ludzi, że Linux jest fajny, bo pracuje nad nim grupa hackerów? (komentowany opis znajdziecie w dalszej części artykułu)

Tak przy okazji – scorch podesłał nam dziś ciekawy obrazek, który przedstawia poranny wygląd strony hacking.pl. O dziwo, nie ma go jeszcze w galerii prowadzonej przez ten serwis…

Poniższy tekst pochodzi ze stron Telewizji Polskiej S.A.

       poniedziałek, 29.10.2001  20.10 MIEJ OCZY SZEROKO OTWARTE       HAKERZY       (HACKERS)         Film dokumentalny, 54 min, USA/Kanada 2001       Reżyseria: Neil Docherty              Daniel zbierał materiały do semestralnej pracy na temat       "Kobiety w Internecie". Szukał ich oczywiście w sieci. Siedząc       wygodnie w fotelu, ze szklanką wina pod ręką, buszował zawzięcie po       stronach internetowych. Po kolejnej lampce zagłębił się w tych       najczęściej odwiedzanych i najbardziej kontrowersyjnych -       pornograficznych. W pewnym momencie na ekranie zaczęły       wyskakiwać literki. Ułożyły się w krótki napis: "Widzę, co robisz!".       Co to może być? Sprytna reklama, czy jakiś przypadkowo ściągnięty       program? - zastanawiał się przez chwilę młodzieniec. Lecz gdy jego       hasło do windows pojawiło się w oknie czatowym, chłopak pozbył się       wątpliwości. Ktoś podglądał go przez sieć. Więcej - przejął kontrolę       nad Danielowym pecetem i używał sobie, ile wlezie. Wreszcie       przemówił: "Dzień dobry, jestem dobrym hakerem z Australii. Nieźle       cię przestraszyłem, co? Nie myślałeś pewnie, że mogę wejść do       twojego komputera i wysłać ci ten plik dźwiękowy? Nie musisz się       martwić. Nie zrobię ci nic złego. Ale byłoby lepiej, gdybyś był       grzecznym chłopcem lub dziewczynką i nie grzebał się w świńskich       obrazkach. Wpadnę jeszcze do ciebie i sprawdzę, czy się brzydko nie       bawisz. Miłego dnia! Aha, twój program antywirusowy jest do kitu.       Unieruchomiłem go bez trudu. Spraw sobie lepszy. Pa!".            Daniel miał szczęście. Padł wprawdzie ofiarą zakazanego       programu Back Orifice, lecz prześladowca nie zdemolował mu dysku.       Poprzestał na dobrotliwych pouczeniach moralnej natury. Niestety,       zdecydowana większość ataków hackerskich ma bardziej agresywny       charakter i destrukcyjne następstwa. Młodzi ludzie, biegli w       poruszaniu się w sieci, zaczynają zwykle od nieszkodliwych ich       zdaniem psot. Próbują penetrować pilnie strzeżone banki informacji       rozmaitych instytucji. Im firma potężniejsza, tym większe wyzwanie.       NASA, Pentagon, Biały Dom, FBI, CIA - to dobre adresy, oblegane       przez wielu włamywaczy. DIA - wywiad wojskowy i NSA - Narodowa       Agencja Bezpieczeństwa to prawdziwe tuzy, zarezerwowane dla       najlepszych. Sforsowanie blokad, "ścian ogniowych", wymyślnych       systemów obronnych, a także zmylenie programów tropiących intruza        wymaga nielada jakich umiejętności i pomysłowości. Nagrodą za       odniesiony sukces jest podziw jednych i zawiść innych kolegów po       fachu. Od "podglądania" do destrukcyjnej ingerencji w system już       tylko jeden krok. Szczególną radość sprawia hackerom szkodzenie       rozmaitym "burżujskim" instytucjom finansowym, zakłócenie zaś       pracy serwerów znienawidzonego powszechnie Microsoftu wzbudza       wprost zachwyt.             Nie warto dodawać, że takie udane akcje powodują ogromne,       idące w miliony straty. Jednoznacznie przestępcze motywy kierują       internetowymi złodziejami, okradającymi banki i ich klientów. Zaś       faszerowanie sieci wymyślnymi wirusami, takimi jak "I love you", to       już cyber-wandalizm, lub nawet cyber-terroryzm. Kosztuje już nie       miliony, ale miliardy dolarów. Co gorsze, zagraża zdrowiu i życiu       ludzi. Zablokowanie komputerowego systemu kontroli lotów nad       Wschodnim Wybrzeżem Ameryki miałoby katastrofalne skutki. Ruchu       tysięcy maszyn znajdujących się jednocześnie w powietrzu nie sposób       monitorować tradycyjnymi, "ręcznymi" metodami. Gdyby taki       przypadek nastąpił, ani przerażeni operatorzy, ani polityce, ani       wojskowi nie mieliby pojęcia, czy awaria jest następstwem psoty       hackera, ataku terrorysty czy agresji wrogiego mocarstwa.       Konsekwencje owej niewiedzy wzbudzają dreszcze. Właśnie w       globalnej sieci może rozpocząć się kolejna wojna.  

Archiwalny news dodany przez użytkownika: honey.
Kliknij tutaj by zobaczyć archiwalne komentarze.

Przeczytaj też

Share →